Witajcie! Dziś zapraszam Was na spotkanie z Maeterlinckiem i jego Peleasem i Melisandą, jedną z najważniejszych sztuk belgijskiego noblisty.
Przeznaczenie?
Akcja dramatu zawiązuje się, gdy Golaud, wnuk Arkela (króla Allemondy) znajduje przy leśnym strumyku piękną, młodą dziewczynę. Melisanda (bo o niej mowa) jest bardzo tajemnicza: nie wiadomo, skąd pochodzi, jak znalazła się w lesie oraz kto i w jaki sposób ją skrzywdził, doprowadzając ją do płaczu. Zachwycony urodą Melisandy Golaud, nb. o wiele od niej starszy wdowiec, pojmuje ją za żonę i po jakimś czasie zabiera do pałacu swego dziadka. Arkel jest sceptycznie nastawiony do pomysłu wnuka, ale mądrość poparta doświadczeniem przekonuje go, że każdy najlepiej wie, jak ma spłacić dług wobec swego losu. Poza tym – i tak widzimy tylko odwrotną stronę przeznaczeń…
Baśniowość i niesamowitość
Jak pewnie zauważyliście, nietypowe imiona postaci oraz nazwa krainy narzucają baśniowy sposób odbioru utworu. W przekonaniu tym utwierdza niesamowita aura miejsca akcji – zamku Arkela i okolic tegoż budynku. Melisandzie od razu udziela się smutna, groźna atmosfera Allemondy. Wszędzie jest ciemno, ponuro, prawie nigdzie nie dociera światło słoneczne, panuje tu cisza. Mellisanda nie jest szczęśliwa, ale nie potrafi wytłumaczyć tego swemu mężowi. Arkel słusznie zauważa:
należysz do kobiet, które są nieszczęśliwymi, nie wiedząc o tym. Te są najnieszczęśliwsze
Sytuację, i tak już nieprzyjemną i trudną, komplikuje dodatkowa okoliczność – zakazane uczucie Melisandy i Peleasa, młodszego brata Golauda. Skoro o tym mowa, pozwolę sobie na uwagę, że liczyłam na bardziej pogłębiony opis rozwoju miłości bohaterów. W utworze zrealizowano to inaczej, za sprawą wielkiego: bum! Owszem, Peleas i Melisanda spędzają razem czas, rozmawiają; owszem, zdarza się coś, co świadczy o zapalającej się w Peleasie iskrze. Pojawia się też intrygująca i dająca do myślenia scena z płaczem bohaterów. Mimo wszystko miałam jednak nadzieję na coś więcej, na bardziej rozbudowany wątek, nb. tak istotny, stanowiący jądro dramatu. Ale może właśnie w tych niedopowiedzeniach tkwi cały urok?

Zazdrość. Symbolizm
Za to Maeterlinck doskonale przedstawia zazdrość Golauda. Mąż Melisandy jest bystrym obserwatorem, który – aby zyskać pewność co do “niewierności żony” – wykorzystuje swego syna z pierwszego małżeństwa w roli szpiega. Nie rozumie, że Mały Yniold jest przestraszony i zdezorientowany. Widać nie tylko miłość zaślepia…
Lektura dramatu nie była łatwa, m.in. poprzez liczne niedopowiedzenia, zagadki, gęstą atmosferę i tajemniczość. Jako że Peleasa i Melisandę zalicza się do nurtu symbolizmu, pojawiają się tu, a jakże, symbole. Chodzi nie tylko o przedmioty, takie jak ślubny pierścień Melisandy, pieczara, źródło, korona, ale również o błahe i na pozór niezwiązane z akcją sytuacje (pędzenie owiec na rzeź, niemożność dosięgnięcia piłki przez Yniolda). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się poprawnie je zinterpretować; na razie część z nich stanowi dla mnie wielki znak zapytania, wielu być może nawet nie zauważyłam.
Melancholia
Wg G. Lansona i P. Tuffrau zamierzeniem Maeterlincka było wyrażenie “tajemnicy życia, melancholii stanowiącej nieodłączny element życia człowieka” (cytuję za Wikipedią: https://pl.wikipedia.org/wiki/Peleas_i_Melisanda; źródło to Historia literatury francuskiej w zarysie). Twierdzenie badaczy wydaje się przekonujące, podobnie jak uzależnienie poczynań bohaterów i ich emocji od przemian zachodzących w przyrodzie. Jestem pewna, iż bezrefleksyjna lektura okaże się zgubna, niewątpliwie pomocne okaże się rozpatrywanie w kontekście całej twórczości Maeterlincka, czasów, w których jego dzieło powstało oraz zapoznanie się ze specyfiką symbolizmu. Jeszcze dużo pracy przede mną.
Maeterlinck nie jest “łatwy”. Peleas i Melisanda to – po przeczytanych przeze mnie jakiś czas temu Ślepcach – kolejny dowód skłaniający mnie do sformułowania tego wniosku.
Pomimo wspomnianych przeze mnie trudności interpretacyjnych bardzo zachęcam do lektury Peleasa i Melisandy. Myślę, że ciekawe byłoby skontrastowanie sposobu odbioru dramatu przez różnych Czytelników.
PS Nie wiem, czy Was to przekona, ale podczas lektury niejednokrotnie w mojej wyobraźni rodziły się skojarzenia z legendami arturiańskimi
Cieplutkie pozdrowienia
Kasia
Tytuł oryginału: Pelléas et Mélisande
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania: 1997
Tłumaczenie: Zenon Przesmycki (Miriam)
Ocena: 7,5/10






